niedziela, 1 października 2017

Dalików

Kolejny raz dopadł nas jakiś wirus, więc zamiast jesiennych zdjęć polskiej złotej jesieni, możemy tylko wspominać nasze wakacje.

Jako rodzinka z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym i maluchem wybieramy takie trasy, żeby pokonać je z przyjemnością. Czasami najprostsze przyjemności są najlepsze. Znalazłam swego czasu propozycję questu w Dalikowie: odpowiednia długość trasy, drobne przyjemności słodyczowo/lodowe zapewnimy sobie sami, a spacer będzie super, szczególnie po zaliczeniu placu zabaw. Decyzja podjęta, wybrany dzień i jedziemy. Zatrzymujemy się przed cmentarzem próbując sobie wyobrazić, gdzie mogła rozegrać się największa bitwa powstania styczniowego w województwie łódzkim. Oczywiście rozpoczynamy trasę, próbujemy wykonać wszystkie polecenia zadania, zapisujemy literki hasła... i resztę musicie zobaczyć sami.

Kaplica św. Rocha na cmentarzu parafialnym z grobami założycieli Wardęskich


Powyżej mogiła powstańcza

A tu kościół parafialny św. Mateusza w Dalikowie z przepięknym wejściem i piękną chrzcielnicą adaptowaną z XV-wiecznej kropielnicy.



Choć ostatecznie nie udało się nam uzyskać "nagrody" questy, choć pilnie szukaliśmy, ale dzieciaki mają zdecydowanie mniej samozaparcia niż my. Jednak naszą nagrodą była super zabawa na placu zabaw obok Zespołu Szkół w Dalikowie i spacer po parku w pobliżu kościoła. 

Polecamy na małą rodzinną wycieczkę zdecydowanie. 
Pozdrawiamy

sobota, 30 września 2017

Jesienne wycieczki do lasu

Udało się nam załapać na wycieczkę do lasu zanim dopadł nas wirus. Korzystamy edukacyjnie, bo poznajemy grzyby, ale też czasem coś nazbieramy. Jedni grzyby, inni szyszki, patyki lub żołędzie, a nawet liście.







Przeżywamy też małe spotkania




Pozdrawiamy wszystkich, i choć rekordowy wysyp grzybów nas ominął, to jednak mamy nadzieję, na kolejne radości małych poszukiwaczy

niedziela, 10 września 2017

Brzeziny z innej perspektywy

Postanowiliśmy wybrać się na cmentarz ewangelicki, który powstał w XIX w, dziś już nie użytkowany. Cmentarz znajduje się przy ulicy Wojska Polskiego, już prawie na obrzeżach Brzezin.
Z daleka widać, że jest zarośnięty i opuszczony. Jednak, gdy stajemy przed bramą, widzimy świeżą kłódkę i ślady usuwania zarośli, a właściwie porządkowania cmentarza. 



Szkoda, że nie możemy wejść, zwłaszcza, że znajdują się tu groby poległych żołnierzy w I wojnie światowej. To przecież tutaj w okolicy tworzyła się historia. Armia niemiecka chcąc okrążyć Łódź (pod zarządem ros.) sama znalazła się niemal w okrążeniu. To właśnie za przedarcie się w kierunku Brzezin i wyrwanie się z okrążenia Litzmann został uhonorowany w II wojnie światowej. Na jego cześć  Łódź nazwano Litzmannstadt.

Zostaje nam wybrać się po prostu na spacer okolicznymi ścieżkami. Widzimy, że cmentarz otoczony jest grubym murem, w którym zauważamy wyrwy. Początkowo myśleliśmy, że to efekt upływu czasu, ale doczytaliśmy, że to radzieckie czołgi uszkodziły mury  w czasie wyzwalania Brzezin.

Pocieszeniem dla nas jest super spacer i radość dzieciaków, szczególnie najmłodszej, z prostych rzeczy: kwiatków, kamyków, szyszek, bo powoli ścieżki prowadzą do lasku.



Kto by pomyślał, właściwie chyba w granicach miasta ... pole.


Trafiamy z kolei na szlak wojny 1914 r



i dochodzimy do cmentarza żydowskiego. Smutna historia miejsca... W latach II wojny światowej cmentarz został zdewastowany przez okupanta niemieckiego, który wykorzystał nagrobki do budowy dróg, ogrodzeń, mostu na rzece Mrożycy oraz wyłożenia stawu w parku miejskim. Po wojnie teren wykorzystywano jako żwirownię. Piach wywożono razem z ludzkimi szczątkami, aby zużyć w wytwórni prefabrykatów budowlanych. Obecnie w trakcie remontu w parku miejskim odzyskano część macew. Wielu szczegółów oszczędziliśmy dzieciom, mówiąc jedynie o zniszczeniu i nieuszanowaniu miejsca pochówku.



Powoli kończymy nasz spacer, to była i tak długa wycieczka dla małych nóżek, ale za to bardzo radosna, mimo tego, że odwiedzaliśmy smutne miejsca. Taki to jest przywilej dzieci.

Pozdrawiamy

sobota, 2 września 2017

Brzeziny cz II

Zapraszamy na drugą część naszej wycieczki po Brzezinach, którą zaczynamy w parku miejskim.

Podziwiamy tu panoramę kościoła



Zastanawiamy się też, gdzie mógł znajdować się ewentualny klasztorek, w którym mogło znajdować się wyjście tunelu z kościoła. Podobno obok niewidocznej w kępie drzew studni z figurą Jana Nepomucena. Uświadamiamy sobie komplikacje budowy takiego tunelu, w końcu po drodze jest rzeczka, która zapewne wygląda dziś inaczej niż w czasach powstania kościoła. Choć z drugiej strony staw w tym miejscu jest podobno pochodzenia polodowcowego, więc istniał w czasie budowy kościoła, więc musiano sobie z tym radzić. A jak? To ciekawe, z uwagi na ograniczone możliwości techniczne w tamtych czasach.

Rozmawiamy o ciekawostkach z historii Brzezin. A to o piwie brzezińskim, o którym pisano, że jest jasne z gęstą pianką i podobno gustował w nim król Zygmunt Stary. A to o suknie wytwarzanym w Brzezinach, dwojakiego rodzaju: „proste”, nie barwione, o naturalnym kolorze wełny owczej oraz „przednie” – barwione na czerwono i czarno. Kir brzeziński sprowadzano do Krakowa na wyłożenie kaplicy wawelskiej i uszycie kapturów żałobnych na uroczystości żałobne Zygmunta Augusta (1572 r.). O roli przemian gospodarczych, społecznych: w wyniku rozwoju gospodarki pańszczyźnianej, chłopi nie mieli dochodów z własnej roli, by nabywać sukno, co przyczyniło się do ograniczenia produkcji, a próby ożywienia nie miały dużych szans w porównaniu z rozwijającą się Łodzią.

Posileni pysznymi drożdżówkami ruszamy w kierunku pałacyku Karola Kleibera. Zastanawiamy się jak wyglądał w czasach świetności, wyliczamy co się nam podoba w konstrukcji.


Dzisiaj mieści się tu siedziba muzeum, ale to nie dla nas, więc idziemy dalej, wracając na chwilę do parku i napotykamy tablicę "Muzeum w przestrzeni" o pozycji Brzezin w czasie działań opóźniających w pierwszych dniach II wojny światowej. Dla nas najciekawszy jest fragment z mapką pokazujący położenie wojsko polskich w pierwszych dniach Września, zwłaszcza, że mamy zamiar pojechać na wycieczkę na "linię Warty".


Mijamy stację Orlenu i wspominamy Krakówek, zmierzając do kościoła pw. Świętego Ducha.



Taki niby niepozorny w porównaniu do kościoła Podwyższenia Krzyża. Wchodzimy na chwilkę do świątyni, a potem rozmawiamy o historii tego miejsca. Według miejscowej tradycji istniejący do dziś, klasztor i kościół pw. św. Ducha wznosi się na miejscu dawnego zamku Lasockich, zniszczonego przez Szwedów. Czy to prawda? A może nawet do tego miejsca docierał tajemniczy tunel?

Wiemy na pewno, że w czasie wojny hitlerowcy urządzili w kościele garaż i bazę straży pożarnej, krótko mówiąc nie uszanowali poświęconego miejsca.

Po chwili odpoczynku idziemy w kierunku centrum, gdzie znajduje się pomnik pamięci 1939-1945


no i fontanna.  To tu było właściwe miasto, rynek, czyli dzisiejszy plac Jana Pawła II z 8 ulicami wylotowymi – traktowymi. W centrum tym powstał pałac (zamek ?) Lasockich zniszczony przez Szwedów w 1655 r. i kościółek drewniany św. Ducha (XV w.) oraz ratusz miejski z więzieniem. Dawniejsze przedmieścia do dziś istniejące: Szydłowiec (ul. L. Waryńskiego) i Nowe Miasto (ul. św. Anny) z własnym rynkiem, „Stare Miasto”(ul. J. Piłsudskiego) i Górki czyli ul. Lasockich są dziś częścią Brzezin.

My idziemy dalej do klasztoru i zatrzymujemy się na chwilę przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego. Wyjaśniamy sobie znaczenie dat, widniejących w tle: 3 maja 1791,  11 listopada 1918, 15 sierpnia 1920.



Świątynia wygląda pięknie, mimo skomplikowanej historii



Idziemy dalej do kościoła św. Anny. Jest to drewniana świątynia, nieorientowana (przydaje się znowu kompas) o specyficznym klimacie. Żałujemy, ale nie możemy wejść nawet na teren kościoła i choć rozumiemy, że być może względy bezpieczeństwa. to jednak przykro. Chyba będziemy musieli przyjechać tu na mszę świętą, żeby zobaczyć i poczuć klimat miejsca. Po cichu liczę, że zobaczymy gotycką kropielnicę, bo podobno jest przy wejściu pod chórem.



Po takiej długiej wędrówce czas się posilić i odpocząć choć chwilę.  A po obiadku, może trochę spóźnionym okazuje się że mamy szansę zajrzeć jeszcze na chwilę do kościoła pw. Podwyższenia Krzyża.

I już na progu mamy okazję przekonać się o obronnym charakterze kościoła. Zaraz przy wejściu widzimy otwory za drągi zapierające drzwi, w razie najazdu nieprzyjaciela.




Zaglądamy do kaplicy po naszej lewej, czyli kaplicy z ciekawymi płaskorzeźbami i płytami nagrobnymi.





Rzeczywiście, porównując te dwie powyższe płaskorzeźby, z których pierwsza wykonana jest przez uznanego artystę, a druga - "lokalnego", zgadzamy się z opinią, że ta druga jest jednak znacznie subtelniejsza, mimo mniej znamienitego wykonawcy.


A tu na tej ciemnej tablicy pośrodku mała ciekawostka graficzna



W kaplicy też, u podstawy krzyża, wydaje się, że znajdują się relikwie?, jednak zdjęcia robione bez lampy z szacunku do miejsca, nie dają mi odpowiedzi, czyje?. Zostaje nam jeszcze raz przyjrzeć się dokładniej.

Zaglądamy jeszcze do kaplicy Matki Bożej, zerkamy na malowidła świętych obok ołtarza i oczywiście sam ołtarz główny i już musimy wyjść, bo nasz najmłodszy turysta odmawia dalszej współpracy.



Dziękujemy za uwagę i mamy nadzieję, że dotrwaliście z nami do końca tej wycieczki. To jednak nie koniec naszych spotkań z Brzezinami, więc zapraszamy ponownie.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Brzeziny

Dawno nic nie pojawiło się na blogu, aż wstyd. Tak się jednak stało, że malutki człowieczek zdominował nasz świat i trudno czasem o zawieszenie oczka na innym obiekcie. Ale powoli wychodzimy na prostą... W tym roku stanęliśmy przed sporym wyzwaniem wakacyjnym. Nie mogliśmy nigdzie dalej wyjechać, bo malutka bardzo źle znosi zmiany, do czego ma absolutne prawo. Z drugiej strony szkoda starszych dzieciaków, więc padło na wycieczki po szeroko rozumianej okolicy. Celem jednej z wycieczek stały się Brzeziny. Oczywiście, musieliśmy dostosować zwiedzanie do poziomu przedszkolaków i niespełna półtorarocznego dziecka, więc żadne muzeum, wystawa itp. Pierwszy punkt na mapie zwiedzania to kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, którego nie można nie zauważyć wjeżdżając do Brzezin od strony Łodzi.


Ale zanim zaczniemy zwiedzanie, chwila dla historii. Legenda mówi, że kiedyś nad Mrożycą, która przepływa przez Brzeziny, stało miasto zwane Krakówkiem, podobno duże i sławne, ale chciwi mieszkańcy doprowadzili do jego zniszczenia. Miasto zapadło się w bagno, które później zarosła brzezina. Dziś w tym miejscu stoją właśnie Brzeziny, nazwane tak na pamiątkę swoich początków. Podobno dowodem na istnienie dawnego Krakówka jest osada Krakówek, położona po zachodniej stronie ul. L. Waryńskiego przy skrzyżowaniu z ul. T. Kościuszki, przy stacji paliw oraz na północnym brzegu Mrożycy.  Obecnie miejsce porośnięte chaszczami, podmokły teren. Jednak znaleziono tu w czasie prac archeologicznych nieistniejący już układ urbanistyczny z zachowanymi drogami: brukowaną i nieco starszą, drewnianą - datowany na okres renesansu. Cennymi znaleziskami są również monety, ceramika, fundamenty domostw. Kościół został wybudowany pod koniec XIII w., co dla dzieci jest nic nie mówiącym zdaniem, staramy się więc mówić, że ok 700 lat temu, co i tak jest nie do pojęcia. Przebudowywany, co widać nawet dla tych, co nie znają się na architekturze. Dawno temu proboszczem tej parafii był Andrzej Frycz Modrzewski, co traktujemy jako ciekawostkę, bo zapewne dzieciaki zetkną się z tym nazwiskiem w szkole.


W czasach powstania kościoła, świątynie pełniły często również, oprócz funkcji sakralnej, obronną. Szukamy śladów obronności, zerkając również na dzwonnicę i wspominając grubość murów w kaplicy pogrzebowej.


Przed wejściem głównym do świątyni znajdujemy płaskorzeźbę i dzieciaki mogą w końcu poznać bliżej tego typu obiekt.


Niestety, kościół o tej porze jest zamknięty, więc wykorzystujemy czas na "zabawę" kompasem i jednoczesne poznawanie historii kościoła. Sprawdzamy, co znaczy, że kościół jest orientowany. Znając już kierunek północny i południowy, szukamy kaplicy Matki Bożej Różańcowej dobudowanej w 1515 r., czyli prawie 200 lat po wybudowaniu kościoła.


Nie da się jej nie zauważyć. Jej kopuła z latarnią wzorowana jest wg pewnych źródeł na bazylice św. Piotra w Rzymie, wg innych na Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu. Jak jest naprawdę? To już muszą rozstrzygnąć fachowcy, albo trzeba sięgnąć do źródeł wiedzy. Dla nas wystarczy, że zbudowana jest w zupełnie innym stylu i świadomość, że sięgano po sprawdzone rozwiązania. Dłuższą chwilę poświęcamy na wyjaśnienia roli cmentarzy przykościelnych i powodów przeniesienia cmentarza poza miasto. Przy okazji była chwila na historię na temat badań, w których odkryto trzy poziomy pochówków cmentarza przykościelnego. Ponadto na południe od kościoła, pod warstwami pochówków, odsłonięto relikty murowane dwóch budowli. Mury młodszej z nich miały grubość około 0,8 m i zostały wykonane z kamieni polnych, układanych bez zaprawy, za to mury starszego obiektu wykonano z cegieł „palcówek” na fundamencie kamiennym, a ich grubość jego ścian w partiach ceglanych wynosiła 1 m, a ławy fundamentowej 1,5 m. A ile to jet 1 metr? Szukamy jeszcze po stronie północnej dobudowanej kolejne 100 lat później po kaplicy MB Różańcowej, ale tu już nie udaje się nam jednoznacznie zlokalizować kaplicy Świętego Krzyża (Miedzianków lub inaczej Grobu Bożego). Dla nas ciekawostka, że to właśnie w tej kaplicy znajdują się cenne rzeźby nagrobkowe oraz krypty grobowe. No i najważniejsze dla rozbudzenia wyobraźni dzieciaków: tajemniczy tunel wiodący z podziemi kościoła w Brzezinach ku parkowi. Być może to część podziemnej drogi łączącej kościół i zamek Lasockich (rynek) zburzony przez Szwedów w zemście za to, że Józef Lasocki nie stanął podczas wojny po ich stronie. Tunel mógł łączyć kościół z niewielkim klasztorkiem stojącym niegdyś w miejscu obecnego parku. Podobno żona Józefa Lasockiego skorzystała z niego, uchodząc z dzieckiem podczas oblężenia przez wojska szwedzkie. Są wersje opowiadane przez mieszkańców, że prowadził do kościoła św. Ducha, inni, że do klasztoru. Nieważne, ale to całkiem ciekawa, romantyczna historia.Idziemy jeszcze na cmentarz szukać śladów przeszłości: ciekawych, starych nagrobków i wojen. Dosyć szybko udaje się nam zlokalizować mogiły żołnierzy poległych w II wojnie św. oraz mieszkańców Brzezin.

Tuż obok znajdują się groby żołnierzy rosyjskich i uczymy się, że to nieważne, jakiej narodowości był żołnierz, wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi i należy się takim miejscom szacunek.

A tuż obok znajdujemy taki grób, więc wyjaśniamy, że to krzyż ruski, kojarzący się z prawosławiem.

Nie udaje się nam niestety znaleźć mogiły powstańców styczniowych, ale musimy myśleć o małych nóżkach. Idziemy więc do parku miejskiego obok kościoła farnego na pyszne drożdżówki i krótki wypoczynek.

Z szacunku dla naszych Czytelników zrobimy też tutaj przerwę i zapraszamy na kolejną część naszej wycieczki po Brzezinach.

Pozdrawiamy

środa, 16 listopada 2016

Ogród zmysłów - Poddębice

Cel: park zmysłów w parku dworskim Grudzińskich w Poddębicach. Wybór miejsca podyktowany oczywiście tym, co może spodobać się dzieciakom w wieku przedszkolnym. Sam pałac to ciekawy obiekt, o szczegółach można poczytać choćby tutaj. Pomysł zagospodarowania parku dworskiego jest naprawdę ciekawy, choć ostatecznie i tak wygrał  plac zabaw znajdujący się w jego centrum. Ale staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej...

Zwiedzanie zaczęliśmy od kościoła ewangelicko-augsburskiego, korzystając z okazji do pokazania dzieciakom kościoła innego wyznania. Kościół ten został zbudowany w 1871 r. przez rodzinę Zakrzewskich, właścicieli miejscowości, jako odpowiedź na przyjazd do miasta w I poł. XIX w. niemieckich sukienników. Dzisiaj pełni też inne funkcje, znajduje się tam np pijalnia wód termalnych. A przed kościołem oryginalna dzwonnica









Tuż obok jest cel naszej wycieczki - Ogród zmysłów.  Super mapa, nawet dla moich widzących dzieci to okazja do lepszego poznania siebie.


No i czas na pałac, w którego parku został założony ogród zmysłów.



Tu zbliżenie na kolejny zegar słoneczny oglądany w te wakacje. I tradycyjnie słonko chowa się za chmurkami, w momencie sprawdzania godziny.


Podążamy ścieżkami, poznając kolejne zmysły i odkrywając liczne atrakcje.





A tu bardzo prozaiczna ściana, ale za to jaka... Różne faktury, ciurkająca, cieknąca woda i wszystkie zmysły zostają pobudzone.



Tu woda spływa po kamyczkach, może nie widać, ale w naturze bardzo oryginalny pomysł.

Tu jeszcze dźwięki wodne z fontanny, ale i tak najważniejszy był on - plac zabaw, widoczny w tle.


Na pewno pojedziemy tam jeszcze raz, na wiosnę, bo spora część kwiatów już przekwitła, ostatecznie to była końcówka lata. Ale zabawa myślę, że jest super niezależnie od pory roku.

A skoro jesteśmy już w Poddębicach, to dwa "kroki" dalej znajduje się Borysew, a w nim ZOO-safari, o którym pisałam. To miejsce też na pewno spodoba się przedszkolakom i nie tylko - przedszkolakom.

Pozdrawiam