środa, 16 listopada 2016

Ogród zmysłów - Poddębice

Cel: park zmysłów w parku dworskim Grudzińskich w Poddębicach. Wybór miejsca podyktowany oczywiście tym, co może spodobać się dzieciakom w wieku przedszkolnym. Sam pałac to ciekawy obiekt, o szczegółach można poczytać choćby tutaj. Pomysł zagospodarowania parku dworskiego jest naprawdę ciekawy, choć ostatecznie i tak wygrał  plac zabaw znajdujący się w jego centrum. Ale staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej...

Zwiedzanie zaczęliśmy od kościoła ewangelicko-augsburskiego, korzystając z okazji do pokazania dzieciakom kościoła innego wyznania. Kościół ten został zbudowany w 1871 r. przez rodzinę Zakrzewskich, właścicieli miejscowości, jako odpowiedź na przyjazd do miasta w I poł. XIX w. niemieckich sukienników. Dzisiaj pełni też inne funkcje, znajduje się tam np pijalnia wód termalnych. A przed kościołem oryginalna dzwonnica









Tuż obok jest cel naszej wycieczki - Ogród zmysłów.  Super mapa, nawet dla moich widzących dzieci to okazja do lepszego poznania siebie.


No i czas na pałac, w którego parku został założony ogród zmysłów.



Tu zbliżenie na kolejny zegar słoneczny oglądany w te wakacje. I tradycyjnie słonko chowa się za chmurkami, w momencie sprawdzania godziny.


Podążamy ścieżkami, poznając kolejne zmysły i odkrywając liczne atrakcje.





A tu bardzo prozaiczna ściana, ale za to jaka... Różne faktury, ciurkająca, cieknąca woda i wszystkie zmysły zostają pobudzone.



Tu woda spływa po kamyczkach, może nie widać, ale w naturze bardzo oryginalny pomysł.

Tu jeszcze dźwięki wodne z fontanny, ale i tak najważniejszy był on - plac zabaw, widoczny w tle.


Na pewno pojedziemy tam jeszcze raz, na wiosnę, bo spora część kwiatów już przekwitła, ostatecznie to była końcówka lata. Ale zabawa myślę, że jest super niezależnie od pory roku.

A skoro jesteśmy już w Poddębicach, to dwa "kroki" dalej znajduje się Borysew, a w nim ZOO-safari, o którym pisałam. To miejsce też na pewno spodoba się przedszkolakom i nie tylko - przedszkolakom.

Pozdrawiam

środa, 9 listopada 2016

Uniejów

Wydaje się, że wycieczka do Uniejowa to żelazny punkt na wakacyjnej trasie. My, z różnych względów, nie byliśmy raczej zainteresowani samymi termami, ale oczywiście to też super atrakcja. Dla nas ważniejszy był zamek, a w zamku oczywiście wieża, i to przede wszystkim pozostanie w pamięci dzieciaków.

Pierwsze wrażenie prawie zaraz po dotarciu to niesamowity kontrast dwóch światów. Zdjęcie może nieostre, ale dobrze oddaje wrażenia: staruteńka kapliczka otoczona eleganckimi samochodami.


Potem to już to z czego Uniejów słynie



A teraz największe atrakcje dla dzieci



Jednak już po chwili dzieciaki zaczynają sobie wyobrażać, jakie zmiany musiały zachodzić na zamku.


A tu tajemniczy obiekt na ścianie, nie udało się nam odczytać tego napisu, a właściwie to aż za dużo możliwości. Niestety nie ma porządnego opracowania dotyczącego zamku w Uniejowie, więc musimy się poddać i pozostaniemy w niewiedzy.



Największa atrakcja to wchodzenie i schodzenie z wieży, Dla przedszkolaków widoki, no są, ale nie najważniejsze.




Ciekawa ekspozycja machin wojennych tuż nad brzegiem Warty to prawdziwa perełka. Czasami trzeba coś dopowiedzieć, ale za to jakie pole do popisu dla wyobraźni.






Obchodzimy zamek dookoła i próbujemy sobie wyobrazić dawny wygląd zamku.



Jednocześnie podziwiamy park z romantycznym mostkiem i nowoczesnymi rzeźbami.


Odwiedzamy też i gospodynię tego miejsca - Uniejkę. Legenda z nią związana, zapisana na tablicy pod pomnikiem, nabiera tutaj  nowego smaku. A skoro nie znalazłam w sieci  pełnej historii o tej wielkiej miłości, to w skrócie brzmi ona tak:

Dawno, dawno temu,zamek w Uniejowie był solidną warownią biskupów gnieźnieńskich. Kiedy nastały czasy niepokoju zwieziono do Uniejowa wielkie skarby z Gniezna. Podobno niektórzy słudzy widzieli je i rozpowiadali po świecie o ich bogactwie. Dowiedzieli się też o nich i zbójowie, którzy napadli na gród i zagrozili potopieniem dzieci w studni, jeśli nikt nie zdradzi im miejsca ukrycia skarbów. Wtedy zgłosił się pewien młodzieniec, ż rano wskaże im drogę. Chłopak wymyślił, że wyprowadzi zbójców na bagna, choćby za cenę własnego życia. Jednak nie przewidział, ż jego ukochana Uniejka napoi go ziołami i uśpi na całą noc, żeby go ocalić, a sama podjęła się misji narzeczonego. Dziewczyna świetnie znała bagna i chciała zawrócić bezpieczną ścieżką, jednak jeden z tonących zbójców pociągnął ją za sobą. Ukochany, gdy się zbudził pobiegł jej szukać, a gdy nie znalazł zamienił się w drzewo stojące na bagnach.W ten sposób połączyli się na wieczność. Dziś podobno niektórzy czystego serca mogą jeszcze zobaczyć Uniejkę, a szczęśliwcy mogą znaleźć monety ze skarbu ukryte w trawie.



Opuszczamy zamek, ale jeszcze jedno pożegnalne spojrzenie z kładki łączącej zamek z centrum miasta.


Tu jeszcze piękna Warta


Na rugim brzegu spotykamy dwie armaty, z których dzisiaj wypływa gorąca woda



Po krótkiej chwili jesteśmy w centrum miasta, pięknym, ukwieconym, choć to koniec sierpnia. Od razu przyciąga wzrok kościół św. Floriana z charakterystyczną wieżą bramną. Niestety spóźniamy się, żeby choć na chwilę wejść do kościoła.





Zatrzymujemy się na chwilę przy pomniku w centrum i opowiadamy o tym, czym jest wojna


Pozdrawiamy rycerza

Żegnamy się powoli z Uniejowem, goni nas czas i mały człowieczek, który  ma swoje prawa i obiecujemy sobie, że jeszcze tu wrócimy, bo jeszcze sporo do zobaczenia pozostało. A na razie ostatnie spojrzenie na ukwiecony rynek





wtorek, 1 listopada 2016

Ujazd to nie tylko Mikrokosmos

Ujazd to miejscowość o bardzo ciekawej historii, sięgającej czasów średniowiecza. Nazwa pochodzi od dawnego pojęcia ujazdu tzn. obszaru, który można było objechać konno w ciągu jednego dnia. Taki początek wycieczki to rzecz wymarzona dla wszystkich dzieciaków. Bo co tam, czy miasto/gród założono w roku 1200+, 1300+, to wszystko jedno, ale taka ciekawostka działa na wyobraźnię. Z tego też względu pomijamy większość historii Ujazdu, do czasu wzbogacenia ogólnej wiedzy historycznej i geograficznej, oczywiście dzieciaków, bo my staramy się przygotować do naszych wycieczek zawczasu.

Zwiedzanie zaczynamy od starego  młyna na rzeczce Piasecznicy, a po drodze zaopatrujemy się w najpyszniejsze drożdżówki, jakie zdarzyło mi się jeść.



Po drugiej stronie widać stawy hodowlane, niby nic, a jednak...


Po drodze mijamy cmentarz w Ujeździe, na którym znajduje się kaplica św. Anny . Kaplica stoi w miejscu, w którym powstał pierwszy w Ujeździe kościół. Pochowany został tutaj Piotr Dunin, budowniczy tutejszego zamku. My jednak musimy dokonać wyboru i zważywszy na, ograniczoną jednak, wytrzymałość nóg naszych przedszkolaków i wymagania naszego maleństwa mijamy z żalem ten obiekt i podążamy do kościoła parafialnego.  Jest to zabytkowy kościół p.w. Świętego Wojciecha, zbudowany w latach 1674 - 1680. Największa atrakcja z punktu widzenia dzieciaków to stojąca przed frontem studnia św, Franciszka z XX w. Odczytujemy napisy na kolumnie i zmierzamy w stronę wejścia do kościoła.


Mijamy zabytkową dzwonnicę, z dzwonem podarowanym przez budowniczego pałacu w Ujeździe, dziś zwanego pałacem Ostrowskich.


Oryginalne drzwi, a w górnej części fasady figury św. Wojciecha i św. Stanisława Biskupa, widoczne na pierwszym zdjęciu.


Piękne wnętrze, z cennymi ołtarzami głównym i bocznymi oraz obrazami, Próbujemy przyporządkować tytuły do obrazów, ale to nie tym razem, zadanie za trudne bez wejścia do kościoła.


Za to widzimy doskonale nagrobek postaci w zbroi, poświęcony Janowi Szczawińskiemu zmarłemu w wieku 35 lat w 1615 r. Snujemy domysły na temat śmierci młodego człowieka, ale dla nas laików,  to tylko pomysły, a tu trzeba by porządnych studiów w temacie. Ale kto "bogatemu" (czyt. naiwnemu) zabroni? Może to wielka miłość, bo pomnik ufundowała małżonka, czy to nieszczęśliwy wypadek, choroba, a może jakaś wojenka?


Dodatkowo w kościele warto zobaczyć: ambonę w stylu rokokowym, stalle z herbami Rawicz i Leniwa i chrzcielnicę z barokową czaszą z XVII wieku. Szkoda, że my tylko z daleka, ale zwiedzanie z dzieciakami wymaga oprócz elastyczności, dostosowania do ich możliwości.

Tutaj widzimy "starą" część kościoła. Od strony zachodniej, czyli "od ulicy" znajduje się dobudowana w 1892 r do kościoła kaplica-mauzoleum rodzinne Ostrowskich (tych od pałacu).


Za to po wschodniej stronie do starego kościoła dobudowano "nowy". W ten sposób mamy tutaj swoistą ciągłość w historii kościoła. Ciekawe, co zmieni się za kolejne 200 lat.

Przed kościołem widoczne są figury, i choć miejsce wymaga odpowiedniego szacunku, więc nie ma żadnego biegania, to podchodzimy i czytamy napisy. To dla naszych przedszkolaków, zwłaszcza starszego, świetna zabawa. A co więcej, tu w tle widzimy plac zabaw, który niezależnie od innych atrakcji, zawsze działa jak magnes.


Zmierzamy teraz przez park dworski do pałacu zwanego dzisiaj pałacem Ostrowskich. Jego historia, tzn zamku, jest dość ciekawa.
Pierwotny zamek został zbudowany, jeszcze w średniowieczu, przez Piotra Tłuka ze Strykowa, którego dzieje dobrze wpisują się w obraz czasów. W XV wieku zamek powiększył Piotr Dunin z Prawkowic, wojewoda brzeski, podkomorzy sandomierski i starosta łęczycki, wykorzystując pozostałości murów zamkowych. Całkiem niedawno udało się  ślady tych murów odnaleźć. Sam Dunin to ciekawa postać, choćby wspomnieć, że był naczelnym dowódcą wojsk królewskich w wojnie trzynastoletniej, w której, dla tych mniej zorientowanych w historii, zwycięstwo odniosła strona Polska.
Kolejną osobą związaną z pałacem jest Kasper Denhoff, ten od dzwonu przy kościele św. Wojciecha. Ciekawostką jest fakt, że Dunin był pradziadkiem króla Stanisława Leszczyńskiego, ale to jednak duża przepaść czasowa, żeby snuć romantyczne wizje.
Ostatecznie pałac przechodzi w ręce Ostrowskich, najpierw Tomasza, na którego cześć nazwano pobliski Tomaszów Mazowiecki, potem synów: Antoniego Jana (to on założył piękny park przy pałacu) i Władysława. Majątek Ujazd zostaje skonfiskowany przez władze carskie za udział braci w Powstaniu Listopadowym. Wykupiony ponownie przez syna Antoniego, pozostaje w rękach Ostrowskich do wojny. Potem... losy podobne do wielu innych takich miejsc. Obecnie różne zawirowania własnościowe, ale wygląda, że wszystko zmierza ku dobremu.



Idziemy aleją w kierunku głównej bramy i spotykamy kapliczkę, oczywiście czytamy napisy:


 Podziwiamy stawy


Potem mijamy po prawej stronie obiekt - super atrakcja dla dzieci, a ile domysłów, do czego służył...


Głównego wejścia strzegą niedźwiadki


Teraz cel - Mikrokosmos. Niby niedaleko, ale w gorący dzień i z przedszkolakami, to jednak chyba lepiej wybrać samochód. Chociaż my daliśmy radę, były i małe przygody, ale na pewno byłoby lżej.

Mikrokosmos to super miejsce dla dzieciaków i nie tylko, wielkie robale, pięknie zagospodarowany teren z opisanymi nazwami roślin, plac zabaw, ścieżka "wirusowa". Łatwo dostępne dla większych dzieci, ale przyjazne i dla tych w wózeczku.


Dobrze, że muchy nie osiągają takich rozmiarów


Tropiliśmy kwiatowe rusałki

W tej skali modliszka jest gigantyczna



Zanim dotrzemy na ścieżkę wirusową, czas na plac zabaw. Pełne szaleństwo ;) Ledwie starcza sił na resztę atrakcji.

A tu już ścieżka wirusowa


Na koniec pamiątkowe zdjęcia ze skrzydłami i już czas się żegnać z robalami.

Już na koniec oglądamy rynek

z fontanną


pomnikiem Kościuszki



z astrolabium i widoczną w tle pompą. Oczywiście nie obyło się bez siłowania ;)


Tuż przy rynku zabytkowe domy,  a wśród nich


Z drugiej strony, mimo że nieostre zdjęcie to widać, że budynek musiał mieć jakieś przemysłowe znaczenie


Teraz czas na obowiązkowe lody, zaglądamy na plac zabaw przy kościele, ale sił już brak, więc czas do domu.